
Czy przestaniemy pytać kolegów, skoro AI nigdy nie wygląda na zajęte?
Nie tęsknię za czekaniem kilka dni na odpowiedź. Brakuje mi rozmowy, która czasem zaczynała się od zwykłego „masz chwilę?”.
Piszę o architekturze frontendowej, przywództwie technicznym, code review i pracy z AI w realnej pracy developerskiej. Czasem też o tym, czego nauczyły mnie projekty, warsztaty i własne błędy.

Nie tęsknię za czekaniem kilka dni na odpowiedź. Brakuje mi rozmowy, która czasem zaczynała się od zwykłego „masz chwilę?”.
Kandydat powtórzył moje pytanie, odczekał chwilę i wyrecytował definicję słowo w słowo. Pytania się nie zmieniły. Zmieniło się to, co mierzą.

Używałem jednego modelu do wszystkiego i kiedy zużycie zaczęło rosnąć, obwiniałem plan. Rozwiązaniem okazało się rozdzielenie pracy, a największa oszczędność wcale nie wynikała z ceny tokenów.

Zatwierdziłem plan. Nie było w nim ani słowa o commitowaniu, ani słowa o pushu. Pod koniec runu agent zrobił jedno i drugie mimo to. Uprawnienia określają, co agent może zrobić. Nikt nie mierzy luki między tym, co zatwierdziłeś, a tym, co się faktycznie wydarzyło.

Reguły są zapisane, agent czyta je przy każdym promptowaniu, a i tak nie trafiają do kodu. Nic nie jest zepsute, bot nie ma czego zgłosić. Bo plik z regułami nie jest konfiguracją, tylko sugestią o nieznanej skuteczności.

